Relacja z Coolkonu 4
Dodane przez : Kapu

Autor: Michał „Drejfus” Zięba
Z pomocą: Brokóła, Trixona, Marchewa, Marty


Zapraszam do przeczytania relacji z konwentu CoolKon 4, który odbył się w dniach 5-7 marca we Wrocławiu. Relacja powstała na bazie mojego subiektywnego spojrzenia na konwent oraz opinii czwórki przyjaciół, z którymi wybraliśmy się na tę imprezę. Krótkie przedstawienie nas znajdziecie na końcu relacji. Tekst składa się z wielu podkategorii. Zachęcam do korzystania z tego podziału i wyszukiwania interesujących was fragmentów. Tekst jest dosyć rozbudowany, bowiem zawiera opis i komentarz do sporej części konwentowych atrakcji.



Szkoła konwentowa

Coolkon odbył się w wyremontowanym, pięknym budynku Specjalnego Ośrodka Szkolno-Wychowawczego nr 11 przy ulicy Kamiennej 99/101 we Wrocławiu. Dojście do niego zajęło nam ok. 15 minut wolnego marszu z PKP. Na miejscu wszystko zadbane, czyste i nowe. W takich wnętrzach przyjemnie było spędzać czas. Mieliśmy do dyspozycji wykładane płytkami łazienki i toalety z wentylacją i automatycznie włączającym się oświetleniem. Podkreślam: wnętrza były świetnie utrzymane. Żadnej szkolnej brzydoty, rozwalonych kranów i kibli. Zamiast tego czysta przyjemność korzystania z nowoczesnego węzła sanitarnego. W całej szkole założone są plastikowe okna, które trzymały Dziada Mroza z dala od nas. Było ciepło i przytulnie. Budynek, w którym odbył się konwent jest dwupiętrowy z salami na poziomie piwnicy. Spokojnie pomieścił uczestników Coolkonu.



Obsługa imprezy, materiały konwentowe

Akredytacja była sprawna i uprzejma. Jeśli chodzi o identyfikatory, wieszało się je na nie wżynającym się w szyję sznureczku. Można nawet było wybrać kolor – przyjemna rzecz. Informator konwentowy był schludnie wydaną książeczką w formacie troszkę mniejszym od A5. Dołączono do niego świetną rzecz – wydrukowany na A4 program imprezy z mapą szkoły na odwrocie. To właśnie tej kartki używałem a informator – zawierający opisy prelekcji – nie był mi potrzebny, więc siłą rzeczy szybko go zgubiłem. Obsługa stała na wysokim poziomie: przez cały czas trwania konwentu nie brakowało papieru toaletowego i mydła w łazienkach, a worki ze śmieciami były często opróżniane i wymieniane. Zdaniem moich wędrujących od sali do sali przyjaciół Borg był wszędzie i robił wszystko. Tak, miał pomocników. Ale jako troskliwy organizator na napędzie atomowym praktycznie całą dobę sprawdzał, czy odbywają się wszystkie atrakcje i czy impreza przebiega bez zakłóceń. A poza tym zmieniał worki na śmieci, przynosił wiadra, sprzątał, a pewnie na zapleczu mył i prasował dla pełniących długie dyżury ludzi z akredytacji. Człowiek – firma. Borgu, jesteśmy pod wrażeniem! Doceniamy też resztę obsługi, bo przecież nawet ty nie byłbyś w stanie obsłużyć całej imprezy. Chociaż mamy też pewną teorię odnośnie klonów Borga…



Bar konwentowy

Na Coolkonie pojawiła się zupełna nowość: bar konwentowy. Miejsce czynne przez większą część doby oferujące smaczne jedzenie. Szybko i niedrogo. Ciepłe jedzenie bez wychodzenia z konu – świetna sprawa! Wiem, że takie bary pojawiają się na konwentach. Czemu więc piszę: nowość? Bo jest to innowacja, gdy wziąć pod uwagę rozmiar Coolkonu 4. Była to przecież impreza lokalna, niewielka (powiedzmy do 300 osób, nie znamy jeszcze oficjalnych danych). Z tego co wiem stołówki pojawiały się do tej pory tylko na większych konwentach (tak od 1000 osób wzwyż),np. na Pyrkonie czy Porytkonie.




Stałe atrakcje


The Spoils – gra karciana

Do stałych atrakcji należała nauka gry w karciankę The Spoils i miniturnieje. Gra była silnia promowana poprzez plakaty na terenie konwentu. Karciarze dostali swoją salę w podziemiu i trzeba przyznać, że ładnie ją wystroili.

Przez cały czas trwania konwentu była prowadzona nauka gry na taliach pokazowych (nazwijmy je starterami). Jeśli ktoś chwycił bakcyla, mógł za ok. 17 zł kupić startera i wziąć udział w jednym z miniturniejów. Gra cieszyła się sporym zainteresowaniem, salka była nieustannie wypełniona. Za każdym razem, gdy przechodziłem korytarzem widziałem kilku nowych graczy. Turniej The Spoils przyciągnął trzynastu graczy. Główną nagrodą był IPod Shuffle! I portofilio. Wręczono też koszulki na karty, karty promocyjne czy białe koszulki z czarnym logiem The Spoils. Niewątpliwie sposób reklamy, sama gra oraz nauczyciele gier przyciągnęli wielu chętnych i zdobyli ich serca oraz kieszenie (w końcu to gra kolekcjonerska). Żywym i ruchomym tego dowodem (w chwili pisania relacji co prawda w trybie zombie, ale co tam…) są Brokół i Trixon, którzy spędzili pół konwentu na graniu w The Spoils. Dodajmy, że owi zapaleńcy z dobrym wynikiem spróbowali swych sił w turnieju. Trixon zajął czwarte miejsce, a Brokół piąte.



Magic the Gathering

Na grę karcianą Magic the Gathering przeznaczono dwie sale. Jednak MtG nie cieszyło się dużą popularnością – sale świeciły pustkami, odbył się tylko jeden turniej. Był on w formacie T2 i zgromadził ośmiu graczy. Poza tym, jak mówi Trixon, jedynie garsteczka ludzi chciała grać w MtGa. Byliśmy zaskoczeni tym małym zainteresowaniem.






Games room

Na konwencie nie mogło zabraknąć games roomu. Wyposażenie owego przybytku gier planszowych i im podobnych było adekwatne do potrzeb imprezy. Zgodnie ze stroną powinno było znaleźć się tam 80 gier, jednak na moje oko było ich znacznie mniej. Część z gier nie dotarła na konwent, np. Battelstar Galctica w którego mieliśmy ochotę zagrać z przyjaciółmi. Na games rooma wydzielono niewielkie pomieszczenie, w którym mieściło się do kilkunastu osób przy trzech stołach (utworzonych z połączonych ławek szklonych). Można było grać na korytarzu przy stoliku czy dwóch, jednak moim zdaniem panował pewien ścisk. Games room działał długo – całodobowo? (w każdym bądź razie nikt nie myślał go zamykać o pierwszej w nocy w sobotę, a później to nie wiem) i miał swoich zwolenników. Stałe miejsce, w którym można było spotkać kilka-kilkanaście osób.



Konsolówki

Były dwie sale opisane jako Konsolówki. Sporo czasu spędzili tam Brokół z Trixonem. Łącznie do dyspozycji uczestników oddano trzy komputery i trzy konsole. Niestety dwa z trzech kompów miały problemy z kartami graficznymi, więc tylko jeden służył uczestnikom. Bardzo fajną rzeczą był zestaw instrumentów (perkusja, gitara, mikrofon), na którym grał w Guitar Hero nasz zespół marzeń: Gah, Cezar i Marchew. Na konsolach cały czas byli chętni do grania w bijatyki, a zaraz obok tego szaleli fani tanecznych mat. Maty dostarczyli Brokół i Trixon i jak potem wyznali, jeden z przeciwników wywarł na nich największe wrażenie. Był to Tofu Szybkoskoczny, który bez trudu radził sobie z morderczą trudnością utworów na najwyższym poziomie zaawansowania.




Wybrane przeboje


Warsztaty aktorskie dla graczy

W sobotę Yoshiko zorganizowała warsztaty aktorskie przeznaczone dla graczy LARPowych i RPGowych. Wzięliśmy w nich udział z Marchewem. Stwierdziliśmy potem, że były to tak właściwie warsztaty luzu, dobrej zabawy i wyzwolenia w sobie wewnętrznego dziecka. Świetna zabawa i nauka! Chodziliśmy w rytm muzyki, wymyślając jak najdziwniejsze i przerysowane kroki. Ćwiczyliśmy szerokie uśmiechanie się na widok każdego z grupy, spacerowaliśmy sobie, witaliśmy się, tylko po to, by zaraz siąść w kręgu i zupełnie bez powodu wykrzykiwać stanowczo głoski czy wyraz po wyrazie wystrzeliwać proste wierszyki. Były też momenty relaksacji i oddania się w ręce amatora-masażysty (którym został każdy) czy naśladowanie zachowań partnera w krzywym zwierciadle – im bardziej wypaczonym, tym lepiej. Powstało przedstawienie słynnej pijanej kobiety (mrugam tu do wtajemniczonych), a na koniec przedstawiliśmy znane bajki w konwencji postapokaliptycznej. I to bez słów, bo była to pantomima! Kto nie widział postapokaliptycznych Muminków czy Kaczogrodu, pierścienia władzy i wojowniczek z miotłami… ten niech wybierze się na kolejne warsztaty Yoshiko i sam stworzy równie poryte rzeczy! Szczerze polecamy z Marchewem wybranie się na kolejne warsztaty aktorskie Yoshiko. Poprowadzi je na Grojkonie w Bielsku-Białej.


LARPy

Na Coolkonie wziąłem udział w trzech LARPach – i sprawdził się mój porytkonowy algorytm: w jednym bawiłem się średnio, w drugim wspaniale, a w trzecim dałem plamy i byłem roślinką. Dziękuję wszystkim współgraczom i mistrzom gry – zabawa z wami była czystą przyjemnością! W Ciemnej Stronie Polityki prowadzonej przez Sethisse i Mq graliśmy w czasach nam współczesnych na szkockim, starym zamczysku. Zebrały się tam wszystkie największe siły polityczne w kraju, by ustalić nowy, powyborczy ład. Gospodarzem spotkania był – co najmniej ekscentryczny – lord Darwin. Wcieliłem się w jego asystenta i powiem, że moja postać miałaby po tym LARPie sporo sprzątania…Żeby nie spoilerować: pomieszanie polityki z elementami nadprzyrodzonymi – upiory i zombie też miały trochę do powiedzenia w sprawie powyborczego ładu. Ciekawa gra z podkładem muzycznym. Osoby lubiące zdrady i elementy horrorystyczne znalazłyby tam sporo dla siebie. Osobiście bawiłem się średnio, bo nie lubię, gdy magia wtrąca się do polityki, a racjonalizm może pójść w odstawkę. Nie tak się robi intrygi, proszę państwa! Przynajmniej według mnie, to kwestia preferencji. Był to raczej dryf graczy, ale horrorystyczny pierwiastek LARPa zachęcał do eskalacji przemocy. Wolę LARPy polityczne promujące subtelniejsze rozwiązania. Gra była dobra, postacie fajnie rozpisane – zaznaczam tylko, że LARP nie do końca pokrył się z moimi preferencjami.
Najlepiej bawiłem się w LARPie Shamana „Ekwinokcjum Świętego Imperiała”. Zabawa toczyła się w uniwersum Warhammera w wielkim rzecznym porcie – Kemperbadzie. Burmistrz zniknął, władza wykonawcza sparaliżowana, a stary układ przestępczy, który chronił interesy – przepadł! Biznes się psuje, a kupcy, urzędnicy miejscy i rada miasta szukają nowej osoby na stanowisko burmistrza, by ustabilizować sytuację w mieście. Trzeba przecież znaleźć kogoś, kto otoczy kupców nowym, korupcyjnym parasolem ochronnym i zapewni spokojne warunki do handlu.
Shaman zrobił bardzo klimatyczne wprowadzenie do świata, a potem – co podkreślił po LARPie – nie miał wiele do roboty. Gracze okazali się tak obrotni i samodzielni, że rozgrywka toczyła się sama. Walka o wpływy polityczne, ciemne interesy, kłamstwa i korupcja, a w tle subtelna magia – świetne połączenie. LARP czysto polityczny. Dużo rozmów, knucia, paktowania, trochę zdrad, ale próby mordowania się nie były opłacalne. Dzięki dwulicowości postaci nastąpiło parę interesujących zwrotów akcji, a questy postaci bardzo dobrze się pokrywały – nikt nie narzekał po grze na nudę czy brak rzeczy do wykonania. Świetnie grało się z ludźmi biorącymi udział w LARPie, większość przygotowała też klimatyczne stroje – to naprawdę ułatwiało rozpoznawanie, kto jest kim. Może ja też wreszcie się zmotywuję i opracuję jakiś w miarę uniwersalny strój na LARPY…
Ostatnim LARPem, w którym brałem udział, było „New Dynasty” prowadzone przez Wróżkę i Dracana. Był to LARP w systemie Deadlands rozgrywany podczas elitarnego turnieju pokerowego na parowcu płynącym Missisipi. Pięć lat temu zdarzyło się tu paskudne morderstwo, a teraz – za zamkniętymi drzwiami – odbywa się kolejna edycja elitarnego turnieju pokera. Jednak na pokładzie pojawili się stróże prawa. Gdy tylko parowiec rusza, okrywa go tajemnicza mgła i od rozdania do rozdania dzieją się coraz dziwniejsze rzeczy… Mistrzowie gry przygotowali wiele rekwizytów: rewolwery i strzelby na kapiszony, dużo strojów dla graczy, talie do pokera, odpowiednie obrusy na stoły, świece itd. Dobrali dwa dobrze pasujące utwory, umieścili w grze Kanciarzy (ludzi, którzy za pomocą kart potrafią magicznie manipulować rzeczywistością) i zaprosili grających do wędrówki w czasie. Każdy z graczy grał dwoma postaciami: jedną w 1872 roku, gdy doszło do zbrodni (morderstwa kobiety w turnieju), drugą w 1877 roku. Losy postaci dziwnie się przeplatały i prowadziły do pewnych wniosków… ale cicho sza. Ambitny i dobrze przygotowany LARP. Moi znajomi ze sleep rooma, z którymi grałem, byli bardzo zadowoleni. Mnie pozostaje podziękować za grę i przeprosić za zablokowanie postaci. Gra odbywała się w ostatnią noc konwentu w godzinach północ-piąta(szósta) nad ranem. Ja kompletnie nie załapałem konwencji, zgubiłem się w niuansach LARPa i przestałem ze zmęczenia myśleć. Efekt: aż dwie postacie ważne dla fabuły były nieczynne, bo powierzono je mnie. Tutaj nie bawiłem się dobrze i ograniczyłem dobrą zabawę innych. Szkoda, że dałem się wciągnąć do gry, bo mogłem ten czas spędzić lepiej i nie przeszkadzać. Ale koniec wyrzutów sumienia, nie zawsze uda się wpisać w konwencję i nie pogubić w LARPie!


Warsztaty rysunkowe

Warsztaty rysunkowe odwiedziła nasza dwójka bazgraczy – Brokół i Marta. Z ich punktu widzenia osoba prowadząca nie była przygotowana – wyglądało to raczej na zasadzie „macie kartkę, macie czym rysować, to sobie rysujcie”. Nasi przyszli rysownicy nie do końca w ten sposób wyobrażali sobie warsztaty rysowania. Nie wynieśli wiele nauki z tych zajęć.



Ziemia w mikrofalówce

Prelekcja prowadzone przez dwóch wrocławskich fizyków. Przedstawili naukową analizę dowodów przemawiających za teorią globalnego ocieplenia oraz przeciw niej. Pokazywali wykresy, interesująco tłumaczyli, w efekcie moi przyjaciele wysnuli taki wniosek: globalne ocieplenie nie istnieje, zmiany mu przypisywane są skutkiem zmian aktywności Słońca. Prelekcja szczególnie przypadła do im do gustu, ponieważ lubią fizykę - szczególnie w tak atrakcyjnym wydaniu. Na prelekcji poruszono też temat świecenia ciał wydzielających ciepło (tak, my ludzie też świecimy – chociaż nasze oko nie jest w stanie tego dostrzec).



Konkurs Hentai

Konkurs, który zgromadził całą salę widzów i trwał sobie w najlepsze dwie godziny. Organizatorki wymyśliły różne zadania dla uczestników, np. pokaż, jak bierzesz prysznic, tańczysz na rurze czy ujeżdżasz krzesło. A uczestnicy – gratulujemy luzu i pomysłowości – szczerze rozbawili nas swoją interpretacją zadań. Gawiedź zabawiali: Sukkub (jedyna dziewczyna w konkurencji; gdybyście zobaczyli ją na konkursie, zrozumielibyście, skąd ta ksywa), Tofu, Maquis, Arte, Zielu. Oglądaliśmy ten konkurs całą ekipą i najbardziej do gustu przypadł nam Tofu: ubrany w czarną szatę z kapturem i białą, długą maskę kostuchy. W ręce miał nóż. Gdy miał namalować swoją fantazję (oczekiwaliśmy czegoś erotycznego) – naszkicował obraz E. Muncha „Krzyk”. Gdy miał pokazać jak bierze prysznic, złapał jedną z dziewczyn i poprosił o trzymanie prysznica. A potem odegrał, jak szlachtuje ją nożem, biorąc przecież prysznic – w jej krwi. Jak ujeżdżał krzesło? Wsadził je pod swoją szatę i je „zniknął”… jeśli mnie pamięć do ksyw nie myli, był to Maquis: gdy miał ujeżdżać krzesło, wziął aż dwa krzesła, stanął na nich… i zaczął wywijać paskiem, krzycząc dziko i smagając krzesła. To było jego ujeżdżanie „na Rzymianina” – nie ma co, świetny rydwan i świetna interpretacja polecenia „ujeżdżaj krzesło”!




Podsumowanie


Coolkon 4 był bardzo sympatyczną, doskonale zorganizowaną i rozreklamowaną imprezą. Znaleźliśmy tam wiele świetnie przygotowanych atrakcji, bawiliśmy się przednio. Trafiliśmy też na słabsze punkty – problemy z komputerami, warsztaty rysunkowe, małą popularność Magic:the Gathering (a Trixon nastawił się na conajmniej dwa turnieje), czy nie w pełni (w stosunku do listy ze strony) zaopatrzony games room. Były to wpadki, na które organizatorzy nie mieli dużego wpływu, jednak siłą rzeczy rzutują na ocenę imprezy. Coolkon 4 miał charakter imprezy lokalnej, ale po tak dobrym powrocie na konwentową scenę uważam, że jak najbardziej zasługuje na uwagę fantastów oraz fanów mangi i anime z całej Polski.





To na podstawie ich opinii powstała relacja:
Drejfus – autor relacji, którą czytacie. Miłośnik konwentów, RPGowiec, LARPowiec „konwentowy” (bo wtedy tylko gra w LARPy), który od konwentu do konwentu powtarza sobie „wypadałoby wreszcie zrobić strój na grę…”.


Brokół – specjalista od robienia szalonych min, miłośnik mat tanecznych. Spędził pół konwnetu grając w The Spoils, skacząc na matach i bawiąc się na konsolach. Spora część informacji i opinii z tych tematów pochodzi od niego.


Trixon – specjalista od machania kartami. Razem z Brokółem spędził pół konwentu z karcianką The Spoils, poskakał na matach i pograł w Magic: The Gathering. Konsolował też z Brokółem. Informacje i opinie z wymienionych tematów pochodzą również od niego. Byli z Brokółem dosyć zgodni w opiniach, więc nie robimy dwugłosu krytycznego.


Marchew – debiutant konwentowy. Ktoś ze świeżym spojrzeniem i mózgiem, który dopiero zaczyna się spłaszczać (według Yoshi to kryterium porycia, czyli przynależności do fandomu). Mój współtowarzysz w warsztatach aktorskich u Yoshi. Zadebiutował LARPowo podczas Ciemnej Strony Polityki u Mq i Sethisse. Współautor spojrzenia na LARPową część konwentu oraz prelekcje.

Marta – fotoreporterka – cień. Napstrykała większość naszych fotek z konwentu, sama pozostając w cieniu. Widocznie ukrywa się przed jakimś asasynem, bo wykasowała mi z aparatu wszystkie swoje zdjęcia (toteż nie upubliczniamy jej wizerunku). Świetna towarzyszka. Ogólne spostrzeżenia konwentowe pochodzą między innymi od niej.
Brak komentarzy.
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.
depilacja bikini | Telewizja | viagra | viagra | złoto | projekty domów | gry w przeglądarce | ogrodzenia | ogrodzenia | ogłoszenia towarzyskie | Torby papierowe | gry planszowe
| life sized statue | bronze eagle statue | alufelgi szczecin | ogrodzenia | domeny internetowe | Przydomowe oczyszczalnie | dŸwigi | alufelgi szczecin | windykacja należności | stairlifts | koszulki | Nauka Jazdy Warszawa | kalendarze | sylwester góry stołowe | depilacja poznań | depilacja laserowa poznań | opakowania styropianowe | inwestycje gaz | studio nagrań warszawa |
statystyka